A A AZ regionu2011-10-29, 12:12komentarze (1)

Oskar Zięta: Żeby zaistnieć na świecie wystarczy mała firma

Oskar Zięta z projektem pokazanym w październiku w Wiedniu. Wzory ze ścian konstrukcji z pleksi odbijają się na taborecie w taki sposób, że widz traci poczucie, co jest naprawdę, a co widzi przez chwilę (fot. Paweł Janczaruk)

Oskar Zięta z projektem pokazanym w październiku w Wiedniu. Wzory ze ścian konstrukcji z pleksi odbijają się na taborecie w taki sposób, że widz traci poczucie, co jest naprawdę, a co widzi przez chwilę (fot. Paweł Janczaruk)

Ploppa oglądają turyści w stałej kolekcji Centrum Pompidou w Paryżu. O autorze recenzenci piszą: „Jeden z najbardziej znanych i rozpoznawalnych polskich projektantów”. Jego krzesło jest jednym z 12, które zmieniają współczesny design.

Oskar Zięta pochodzi z Zielonej Góry i tu produkuje swoje wyjątkowe meble, przedmioty codziennego użytku, instalacje podziwiane w najważniejszych dla projektantów miejscach na świecie. W halach Novity, kiedyś producenta wykładzin, działa rodzinna firma. Gdy na portierni pytamy o drogę, słyszymy: „Aaa, to ci, co spawają blachy”.

Tata nadzoruje produkcję, mama szyje pokrowce, siostra zajmuje się sprzedażą, żona dba o stronę prawną. Właściciele cenią młody, energiczny zespół pracowników. - A ja robię show - śmieje się Zięta. - Poza tym kontynuuję tradycje, bo dziadek był kowalem. Ja też to robię, tylko nowocześnie. Gdy pokazuję za granicą zdjęcie rodzinne, to zazdroszczą nam biznesu. Tam ludzie cenią sobie taką działalność i ja też nie chcę ogromnej firmy. Ona nie jest mi potrzebna, żeby być w świecie.

Założył własną firmę, bo nikt nie chciał realizować jego pomysłów. Wszyscy pytali, kto będzie chciał kupować takie powyginane taborety? Mylili się. Kupują i to chętnie, w większości klienci zagraniczni.

Dwie tony na stołku

Obecność w świecie udowadnia każdego roku, przywożąc międzynarodowe nagrody, wystawiając prace w prestiżowych galeriach i muzeach za granicą. Choć trudno w to uwierzyć, patrząc na niepozornego Ploppa. Jak do niego doszedł? Po ukończeniu technikum elektronicznego w Zielonej Górze wybrał architekturę w Szczecinie, pracę dyplomową nagrodził tamtejszy prezydent. Po studiach w Polsce wyjechał na stypendium do Szwajcarskiego Instytutu Technologicznego ETH w Zurychu. W 2001 r. rozpoczął studia podyplomowe w katedrze Computer Aided Architectural Design.

- Wtedy zacząłem intensywne eksperymenty z obróbką cyfrową blachy - opowiada Zięta. - Z grupą studentów zacząłem współpracę z firmą, która miała numerycznie sterowane maszyny. Pracowali z nami inżynierowie, technicy, brygadziści. Oni dawali wiedzę techniczną, my swoją wizję znalezienia nowej technologii i dzięki niej wyjątkowych form.

Po kilku latach pracy, w 2004 r., wreszcie uzyskał potwierdzenie, że udało mu się znaleźć nową drogę w designie. Czyli co? Projektant robi projekt. Maszyna sterowana numerycznie (precyzyjna i powtarzalna w swoich czynnościach, bo za jej pracę odpowiada komputer) wycina zaprogramowane elementy z blachy stalowej. Te są spawane na brzegach, jak np. poduszka. W dyskretnym punkcie konstrukcji zostawia się wentyl. Po zespawaniu całości do wentyla podłącza się pompkę i do środka wtłacza się powietrze. I na naszych oczach powstaje... stołek, krzesło, ławka; po prostu to, co zaprojektował autor. Przedmiot, który przed chwilą był płaskim kawałkiem metalu, niewielką rolką, sam przyjmuje optymalny kształt. Jest seryjnym produktem i niepowtarzalnym jednocześnie, bo blacha nigdy nie wygina się tak samo. Zalety konstrukcji? Lekkość i możliwość dopasowywania produkcji do potrzeb klienta.

- Miło było widzieć niedowierzanie inżynierów, którzy przy określaniu wytrzymałości mylili się o ponad dwie tony - uśmiecha się Zięta i pokazuje zdjęcia z prób w Szwajcarii. - Usłyszeliśmy, że mój stołek bez odkształceń zniesie 60 kilogramów obciążenia. A wytrzymał ponad dwie tony. Sami byliśmy zaskoczeni, bo wynik przekroczył granicę błędu. Odkryliśmy paradoks technologii. Deformacja tej blachy jest błędem w nauce. Gdybym w pełni zaufał naukowym definicjom i obliczeniom, musiałbym się zatrzymać i niczego bym nie odkrył.

Zmiana, zmiana, zmiana

Plopp jest takim właśnie dmuchanym stołkiem ze stali, a nazwa skrótem od „polski ludowy obiekt pompowany powietrzem”. - Powstała sama. To jest manifest tej technologii - dodaje Zięta. Taboret jest bardzo wygodny, podobnie jak krzesła i ławki. - Są lekkie, więc ludzie w parkach mogliby je dowolnie ustawiać, tworzyć przestrzeń, ale zwykle to jest też przeszkoda. Służby miejskie chcą betonować meble, by zabezpieczyć przed kradzieżą, a to już jest zaprzeczenie idei tego przedmiotu - podkreśla. - Więc na razie szukamy przestrzeni do powszechnego wykorzystania.

Gdy pokazuje konstrukcje, które wystawiał w Londynie, Wiedniu, Monachium, Zurychu, wszystkie złożone są z precyzyjnie dopasowanych elementów, zwykle powtarzalnych, które łatwo można połączyć, przewieźć, bo bez powietrza zajmują mało miejsca). Ideowo są bliskie współczesnemu człowiekowi, który polega na komputerach, ale wciąż chce być indywidualistą.

Za kilka lat może zobaczymy realny wpływ działalności Zięty na życie codzienne, bo w otwartej od października poznańskiej Design School zajmuje się kierunkiem wzornictwa przemysłowego. - Polska produkuje najwięcej mebli w Europie, lecz nikt nie płaci za ich design. Ale to się zmieni - zapowiada Zięta. - Stać nas na najlepsze projekty, gdy wykształcimy ludzi. W szkole wykładają praktycy i wizjonerzy z Polski i zagranicy.

Ciągły trening

Jak szedł po kolejne sukcesy? - Hm, ogromne znaczenie miały studia w Zurychu, bo tam miałem wolność, wsparcie profesorów, swobodę w doświadczeniach. Tam nie ma jak w Polsce, że młodzi muszą czekać, aż ich starsi profesorowie dopuszczą, aż skruszejemy i nam się odechce - stwierdza Zięta. - A najbardziej pomogło moje doświadczenia ze sportu. Uprawiałem lekką atletykę i z tych lat wyniosłem głębokie przekonanie, że tylko ciężka praca, krok po kroku daje rezultaty. U mnie nie było sukcesu z dnia na dzień. Ale tysiące prób, konsultacji, rozmów z fachowcami różnych branż. A poza tym nagły sukces psuje ludzi, tracą orientację.

Zięta chyba jej nie stracił, bo gdy wpiszemy jego nazwisko do internetowej wyszukiwarki, otwierają się kolejne strony z nagrodami, muzeami, wystawami, publikacjami. Każdy rok jest nowym doświadczeniem. Za rok ma wyjść książka na temat jego prac. W urzędach jest zgłoszonych kilka patentów. O technologię pytają producenci różnych branż. Plopp już dawno wyszedł z galerii.

W woj. lubuskim nie zobaczymy żadnego z projektów Zięty w stałych ekspozycjach lub na ulicach naszych miast. - Jakoś nikt mi tego nie proponował - mówi.

  

Komentarze (1)

Przesyłając ten wpis akceptujesz politykę prywatności Mollom.